Neurobiolodzy wiedzą od dawna, że mechanizm euforii narkotycznej polega na pobudzającym działaniu środka chemicznego, jakim jest narkotyk, na część mózgu zwaną układem nagrody: skomplikowany obwód składający się z komórek nerwowych, czyli neuronów, powstałych w procesie ewolucji po to, byśmy po spożyciu posiłku lub po akcie seksualnym czynnościach niezbędnych do przetrwania i przekazania genów potomstwu odczuli przypływ zadowolenia. Kiedy się ten układ oszuka, przynajmniej na początku, samopoczucie się poprawia i rodzi się chęć powtórzenia czynności sprawiającej tak wielką przyjemność. Ale z najnowszych badań wynika, że zażywanie narkotyków przez dłuższy czas zmienia strukturę i funkcjonowanie neuronów składających się na układ nagrody i że zmiany te utrzymują się przez wiele tygodni, miesięcy, a nawet lat od ostatniej działki. Co gorsza, zmiany te zmniejszają przyjemność, jaką zażywający czerpie ze stałego przyjmowania narkotyku, zwiększając zarazem głód owej substancji i zakleszczając człowieka w destrukcyjnej spirali coraz większych dawek i coraz większego zaniedbywania obowiązków szkolnych lub zawodowych i rodzinnych.
Białe ślady na lusterku. Igła i łyżeczka. Wielu narkomanów już na sam widok narkotyku lub akcesoriów do jego zażywania odczuwa przyjemny dreszczyk oczekiwania. A już w chwilę po zażyciu przychodzi prawdziwa rozkosz: fala ciepła, jasność umysłu, wizja, ulga, poczucie bycia pępkiem świata. Na jeden krótki moment wszystko jest tak, jak być powinno. Ale po wielokrotnym zażywaniu środków uzależniających czy to heroiny czy kokainy, whisky czy też amfetaminy coś się zaczyna psuć. Dawka zapewniająca do niedawna euforię już nie wystarcza i zażywający musi sobie „dać w żyłę" lub powąchać, żeby poczuć się po prostu normalnie; bez tego wpada w depresję, a nawet choruje. To wtedy rodzi się przymus brania. Biorący jest już uzależniony. Utracił kontrolę i odczuwa silny głód narkotyczny nawet wtedy, gdy rozkosz mija, a nałóg zaczyna się negatywnie odbijać na zdrowiu, finansach i stosunkach z najbliższymi.
Coraz bardziej spotykanym i częstym uzależnieniem jest pracoholizm. Niektórzy nawet twierdzą, że jest to kolejna choroba cywilizacyjna. Pracoholizm ujawnia się tym, że dana osoba zbyt dużo pracuje, zaniedbując jednocześnie swoje inne obowiązki czy to domowe czy względem członków swojej rodziny. Osoba taka nie potrafi o niczym innym myśleć jak o problemach w pracy i obowiązkach jakie ma tam do wykonania. I tym samym zaniedbuje swoją rodzinę i życie towarzyskie. Kto ma największe predyspozycje do tego, by stać się pracoholikiem? Otóż najczęściej pracoholikami są osoby pilne, perfekcyjne i jednocześnie raczej niepewne siebie i nieśmiałe. Bardzo często pracoholikami zostają osoby niedowartościowane i jednocześnie bojące się otoczenia. Bardzo często charakteryzuje je duża ambicja i chęć osiągnięcia jak największego sukcesu. Pracoholizm tak jak i inne uzależnienia jest niebezpiecznym stanem psychicznym i osoby, które w niego popadły muszą się leczyć, by wrócić do odpowiedniej równowagi psychicznej.